wtorek, 28 stycznia 2014

Krew. Na podłodze, framugach okien,zasłonach. Jej woń unosiła się w powietrzu i mieszała z ciężkim zapachem wilgoci od którego robiło się mdło i niedobrze. Powoli weszłam w głąb dużego pomieszczenia,który jeszcze rano pełnił funkcję salonu, i powstrzymując się żeby nie krzyknąć zasłoniłam usta ręką.
Doigrałam się. Przez głowę przeleciały mi ostatnie przestrogi Clarka, żeby nie mieszać się w nie swoje sprawy, zwłaszcza te niebezpieczne. Wtedy miałam jeszcze wybór,mogłam zapomnieć o całej sprawie i cieszyć spokojnym życiem w nowym mieszkaniu, kotem i starym chevroletem kupionym za okazyjną cenę od ciotki Lori. Teraz musiałam zmierzyć się z milionem wątpliwości,które pojawiły się wraz z wejściem do mieszkania.Powoli, omijając kałuże krwi, przykucnęłam nad martwym ciałem Puszkiem. Bądź co bądź lubiłam tego kota. Dostałam go w  osiemnaste urodziny od taty. Towarzyszył mi przez całe liceum i studia, razem ze mną znosił przeprowadzkę. A teraz musiał zginąć przez moją głupotę i ciekawość. Nagle coś przykuło moją uwagę. Na blacie biurka przyklejona była mała żółta karteczka,której na pewno tam nie przyklejałam. Już nie zważając na brudną podłogę skoczyłam żeby ją przeczytać. Parę słów nakreślonych niestarannie zielonym mazakiem. zmroziło mi krew bardziej niż widok zakrwawionego pokoju.Mam nadzieję, że będzie nam się miło współpracować. Pozdrawiam M.Czego ona chce ? Dlaczego posuwa się aż tak daleko ? Jedno jest pewno, nie odpuszczę,nie teraz,nie po tym co zobaczyłam....
 







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz