Więc który to dzień kwarantanny? Bo serio nie liczę, nie mam pojęcia. Dni teraz zlewają mi się w jeden. W jeden obrzydliwy obraz nędzy i rozpaczy, płaczu, tłuszczu i bezsensu. Ogólnie nie mogę narzekać, siedzę sobie na wsi, ptaki śpiewają mi za oknem, a mama gotuje obiadki. Uroczo. Czuję się jak w gimnazjum. W gimnazjum nienawidziłam życia, ludzi, a najbardziej siebie. Ale tak, czuję się jak w gimnazjum. Mam więcej znajomych, z którymi mogę porozmawiać wirtualnie, to duża zmiana, w gimnazjum nie miałam ani jednej koleżanki, oprócz Iwonki. Teraz codziennie z kimś piszę, narzekamy sobie wspólnie. Super, szkoda kurwa, że nie zobaczę ich przez następne pół roku. Już nie pamiętam jak brzmią ich głosy. Ja pierdole, mam dość. No ale nie mogę narzekać, mają gorzej. Myślę codziennie o tych co mają gorzej. Naprawdę! Kiedyś strasznie zmartwiłam się jak epidemia przebiega w Afryce, przecież w większości krajów opieka zdrowia jest w opłakanym stanie, ogromna ilość ludzi choruje na AIDS, każdy teraz martwi się o siebie, więc nici z pomocy z krajów tych lepiej prosperujących. Właściwie to mam wrażenie, że wszyscy mają w dupie teraz taką Afrykę, bo przecież biedna, mała Europa umiera. Szkoda, że nikt nie widział, że zaczęła umierać dużo wcześniej, na brak tlenu, na depresję, na otyłości, na nowe Yezzy, na wakacje w Indonezji, na TikToka i tak dalej. Szkoda.
Przykro mi. Jak mi przykro. Lubiłem to miejsce, lubiłem wszystko.
No cóż...Zawężam oczywiście do Europy, bo mieszkam w jej samym środeczku, ale oczywiście pamiętam też o USA, nie można zapominać o tak ważnym bastionie konsumpcjonizmu. Ale noo, zamknij się Natalia, bo się na tym nie znasz, więc kurwa milcz, jak jak cię o nic nie pytają. W każdym razie. Od tygodnia, a nawet prawie dwóch nie palę i jestem zła. Zła to takie bardzo delikatne określenie. Mam ochotę krzyczeć i wybijać szyby w oknach, potem przez te okna wyskakiwać krzycząc bardzo brzydkie słowa. Mam ochotę wszystkich zajebać. Siebie najbardziej. Bo mi nic, absolutnie nic nie wychodzi, siedzę, wegetuję jak warzywo, nic nie znaczę, w ogóle się nie liczę i mam dość tego wszystkiego. Bla bla, wszyscy są w takiej sytuacji, ale ja to nie wszyscy i jak chcę sobie pokrzyczeć to kurwa będę krzyczeć. Zastanawiam się, dlaczego tak sobie spierdoliłam życie, dlaczego w wieku 23 lat nic nie umiem, w niczym nie jestem dobra i wszystko jest takie bez sensu. Dlaczego? Co tutaj poszło nie tak? Przecież miałam raczej spoko start, dużo możliwości? Co kurwa w tej mojej spierdolonej głowie poszło nie tak, że tych możliwości nie chciałam wykorzystać?
stop...za dużo.
Odnośnie tej kwarantanny i ludzi, to oprócz Afryki myślałam jeszcze nad ludźmi z dpsów. Chodziłam jako wolontariuszka do jednego, to był dps dla osób niepełnosprawnych intelektualnie. Uwielbiałam te dzieciaki. Mówię dzieciaki, chociaż większość tych "dzieci" była starsza ode mnie...Tak naprawdę tam się nauczyłam lubić ludzi. I doceniać takie głupie małe rzeczy, na które zazwyczaj się nie zwraca uwagi. Brzmi tandetnie, tru. Ale jak się przyglądałam tym dzieciakom, które cieszyły się, jak pokazywałam im na telefonie zdjęcia pieska, albo jak wycinałam dla nich kwiatki z papieru, to cholera ogarniałą mnie taka radość, że nawet nie wiem jak ją opisać. Oni żyli tu i teraz, tu i teraz mieli pieska w telefonie, tu i teraz musieli nauczyć się wierszyka, bo za tydzień przychodzi Mikołaj, tu i teraz tańczyli ze mną do piosenek disco polo. Myślę też o osobach, które tymi dziećmi się zajmowały, zazwyczaj kobiety. Mocne babki. Takie od-do. Cierpliwe, stanowcze, ale też czułe. Były dla tych dzieci rodziną, której oni często nie mieli. I myślę sobie ile trzeba mieć w sobie dobra i siły, żeby być rodziną dla takich osób, dbać o nie, martwić się, a potem wracać do swojego życia i jakoś o tym zapomnieć, bo przecież nie da się tak na dwa fronty. W każdym razie myślę o nich, bo przecież w większości są to osoby o wątłym zdrowiu, w największej grupie ryzyka. Są też zamknięci, więc jak jeden, to wszyscy. Leżą i w sumie czekają na koniec, bo kto im pomoże? Kto pomoże biednym, chorym na głowę, niechcianym dzieciakom? Kto im pomoże, skoro nie mówiło się o nich przed pandemią? tym bardziej nie będzie się o nich mówić w trakcie....
Przywołałam dps, bo jakoś jest mi bliska tego typu instytucja, ale kurcze, są też hospicja, są domy starców, są chorzy na mukowiscydozę, na raka płuc, i w sumie nie tylko. Ja sobie nawet nie zdaję sprawy ile osób w tym momencie umiera ze strachu, bo spotkanie z wirusem to dla nich wyrok. Jasne, uogólniam, piszę skrótowo, ale sama siebie próbuję oblać zimną wodą. Żeby - jak już sobie ponarzekam - podziękować losowi, że siedzę na wsi i słucham ptaków przez okno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz