Dziś
dokładnie o 4:03 ze snu wybudziły mnie niejasne, poszarpane sny,
pełne niespokojnych,irracjonalnych scen, które,i tego jestem
całkowicie pewna, pochodzą z głębi mojej
podświadomości .
Przychodzą co noc, co noc zalewają mój umysł, niczym złe duchy,
które usilnie próbuję wypędzić, a które wracają pod przykrywką
nocy, kiedy mój umysł nie może się bronić. Nawet je lubię. A
może nie tyle lubię co przywiązałam się do nich. Ukazują to, co
w dzień moja podświadomość stara się skrzętnie ukryć. Zataić
przed światem, rzeczywistością, przede mną. Zlana potem, zimnym i
nieprzyjemnym, usiadłam na łóżku. W pokoju powoli kończyło się
powietrze. Mdły, odurzający zapach cynamonu mieszał się z
potworną duchotą, która nie pozwalała mi oddychać. Otworzyłam
balkon. Świeże powietrze wpadło do pokoju wraz z cudownym śpiewem
ptaków i jaskrawym błyskiem słońca, który oślepił moje
pogrążone jeszcze nieco we śnie oczy. I jak tu spać dalej, gdy
świat woła mnie w tak dosłowny sposób. Głośno i wyraźnie prosi
bym wyszła mu naprzeciw.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz