wtorek, 10 stycznia 2017

Stojąc na środku betonowego chodnika, jak kamień pozbawiony możliwości ruchu,będący jedynie przeszkodą na drodze, powoli zatapiałam wzrok w jednym punkcie na skraju jezdni . Była taka drobna i krucha, maleńka istotka w monumentalnym zgliszczu szarych budynków. Miała może pięć, a może siedem lat, długie włosy i zero szans z nadjeżdżającym Fordem. Ułamek sekundy kiedy wyrwała się mamie z  rąk i pobiegła za czymś, co zobaczyła za rogiem. Chwilę wcześniej uśmiechnęłam się do niej. Lubię uśmiechać się do dzieci, które na mnie patrzą. Zazwyczaj odwzajemniają uśmiech i przez małą chwilkę ja sama czuję się jak mała dziewczynka, która potrafi zaprzyjaźnić się z każdym nieznajomym na ulicy.  Czasem dzieci  przyglądają się tylko, po czym chowają głową pod ramię mamy czy taty zawstydzone. Ta dziewczynka miała bardzo bystry wzrok. Najpierw zmierzyła mnie swoim przenikliwym spojrzeniem, kiedy upewniła się że nie mam złych zamiarów, rozpromieniła się. Miała bardzo ładną,czerwoną  wstążkę na głowie, która delikatnie opadała na jej ramiona zakręcając się ku dołowi.
 Teraz wstążka leżała a poboczu. Po chwili martwej ciszy, kiedy do każdego dochodziło co się stało i czas jakby stanął w miejscu, rozległ się wrzask. Rumor, kurz,krzyk i smutek nie pozwalały mi oddychać. Uciekłam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz